W baccarat jest sposób gry zwany obstawianiem czerwonego lub niebieskiego, gdzie szanse na wygraną po obu stronach są bliskie 50%, w zasadzie to jak obstawianie na orła lub reszkę. Gdy to się pojawiło w Europie, nikt nie był tym zbytnio zainteresowany - nawet najgłupszy człowiek wiedział, że prawdopodobieństwo to niezależne zdarzenie, nie ma tu żadnej "techniki", a nikt nie chciał stawiać dużych zakładów. Ale w Makau sytuacja się zmieniła. Właściciele kasyn w Makau zrobili jedną bardzo prostą, genialną i złą rzecz: Zapisali każdy wynik czerwonego i niebieskiego na tablicy, nazywając to "ścieżką kart". Od tego momentu gracze zaczęli badać ścieżkę kart, jakby zostali zaczarowani: "Ta czerwona smoczyca jest taka długa, następna na pewno będzie niebieska!" "Zobacz, ta ścieżka czerwono-niebieska zmienia się w tak oczywistym rytmie, następna musi być czerwona!" A co z tego wynikło? Nie tylko więcej ludzi zaczęło grać, ale także stawki stały się większe - ponieważ myśleli, że zrozumieli zasady. A ja chcę powiedzieć: Ci, którzy uczą ludzi zarabiać "łatwe pieniądze" na rynkach prognoz, lub ci, którzy uczą, że nowa moneta zawsze spadnie, są głupsi niż gracze badający ścieżkę kart. Przynajmniej w baccarat, następna runda to czerwona czy niebieska, naprawdę ma 50% sprawiedliwości. Ale w świecie rynków prognoz i pierwszego spadku nowej monety: Gdy wszyscy stawiają na czerwono, prawdopodobieństwo, że otworzy się niebieska, jest wręcz wyższe; Gdy wszyscy stawiają na niebiesko, wynik łatwiej skacze na czerwono. Innymi słowy, ścieżka kart w kasynie, choć jest iluzją, ...