Jaka gra była irytująco trudna (na granicy niemożliwości), ale wracałeś do niej i próbowałeś w kółko? Moim arcywrogiem była gra Ghosts 'n Goblins. Nie potrafię powiedzieć, ile godzin w nią włożyłem w latach 80-tych. Graliśmy w nią na maksa, a była tak niesamowicie bezlitosna. A jednak wciąż graliśmy… znowu i znowu. Jaka była twoja gra z miłością/nienawiścią?