Od szczytu biznesu studenckiego do bankructwa: jak wpadłem w pułapkę kapitałową starego Denga W czasie praktyk na trzecim roku zarobiłem swoje pierwsze pieniądze, kilka milionów, dzięki grze w karty. Wtedy pomyślałem: jeśli naprawdę chcę prowadzić biznes, najlepiej robić to z kimś starszym, kto ma jakieś doświadczenie życiowe. Ponieważ rówieśnicy albo grają w gry, albo się zakochują, zawsze wydawało mi się, że są zbyt niedojrzali. Później mój nauczyciel przedstawił mi starszego kolegę, który miał dziesięć lat więcej. Był bardzo obeznany w sprawach społecznych, mówił w sposób przyjemny, dawał poczucie bliskości. Prowadził kilka firm, wyglądał na osobę z dużym doświadczeniem życiowym. 01|Na fali sukcesu studenckiego myślałem, że mogę jeszcze raz wygrać Wtedy byłem przewodniczącym samorządu studenckiego i zarabiałem na życie grając w karty, w uniwersyteckim miasteczku byłem dość znany. Często zapraszał mnie do siebie na alkohol, opowiadał, jak prowadzi firmę, negocjuje projekty, kręci się w towarzystwie. Powoli zaszczepił mi w głowie myśl: gra w karty, choć przynosi zyski, nie jest czymś, z czego można się chwalić. Jeśli naprawdę chcę osiągnąć sukces, muszę zająć się poważnym biznesem, założyć firmę. Szczerze mówiąc, sam czułem, że to nie jest zbyt godne: zarobiłem pieniądze, ale nie mogłem jasno powiedzieć, czym się zajmuję przy stole. W związku z tym myśl o założeniu firmy rosła w siłę. Pijąc alkohol, rozmawialiśmy o pomysłach: co jest teraz na fali? Jakie mamy przewagi? Ostatecznie wybraliśmy branżę transmisji na żywo. Dzięki mojej pozycji przewodniczącego samorządu studenckiego miałem łatwiejszy dostęp do wielu zasobów studentek. W tym czasie byłem bardzo podekscytowany: czułem, że dzięki grze w karty wyprzedziłem rówieśników, a teraz, przy poważnym przedsięwzięciu, powinienem znów wygrać. Firma szybko się rozwijała, a streamerzy przychodzili jeden po drugim, miesięczne przychody biły rekordy. 02|Pierwsza runda finansowania, tak naprawdę początek mojej pułapki ...